Ostatnimi czasy jestem wielkim fanem Casha. Żałuję, że nie stało się to wcześniej kiedy jeszcze żył. Niemniej jednak kilka dni temu znowu trafiłem na ten klip, który kiedyś mi przemknął przed oczami kilka razy i poczułem się jakbym dostał kijem w głowę. Jak ktoś kiedyś powiedział, że w jednym kawałku nie można zawrzeć całego życia, to Cash pokazał jak bardzo się myli. Czysty geniusz, do samego końca otwarty na świat, co pokazuje choćby fakt, że jego kropką nad "i" jest cover kawałka zespołu Nine Inch Nails, jakby nie było - zespołu zupełnie innej generacji. Trzeba wspomnieć, że klip i piosenka zostały nagrane na rok przed śmiercią Casha, był już wtedy w terminalnym stadium nowotworu. Co gorsze, pod koniec życia spotkał go kolejny cios - na pół roku przed jego śmiercią zmarła jego druga żona (również występująca na klipie). Połączenie dźwięku i obrazu sprawiło, że piosenka Trenta Reznora stała się ostatecznym rozrachunkiem artysty. Zdjęcia jeszcze bardziej utwierdzają w przekonaniu, że tym numerem Cash żegna się z życiem. To było piękne pożegnanie. Ogromna klasa i niesamowite uzewnętrznienie. Takich artystów nie wolno zapomnieć, będziemy ich pokazywać swoim dzieciom.
"if I could start again a million miles away, I would keep myself, I would find a way"
Rap nam się rozwija. To mnie cieszy, że starzy wyjadacze mają w głowach coraz więcej, że nie boją się iść swoją drogą, że wreszcie dostrzegli potencjał jaki niesie ze sobą obraz. Jackson odkrył to wieki temu. Mam nadzieję, że nie każą nam długo czekać na klip, który dorówna temu: